„Seba” po raz pierwszy wygrał w tej edycji. „Karbon” doprowadził Huberta do finału

Drukuj

Seba KSebastian Krupa okazał się najlepszym bilardzista dziewiątego turnieju „Nie lubię poniedziałków – oczko”. W finale pokonał Huberta Barana. Obaj zawodnicy w zagrali w finale po raz pierwszy; „Seba” w tej edycji zawodów, a Hubert w ogóle w turniejach NLP. Tydzień temu Huberta w finale nie było, ale był jego karbonowy kij, bo zagrał nim Jerzy Gonet (2-3 z Mirosławem Dąbrowskim).

Tym razem Hubert już sam zrobił dobry użytek z nowoczesnego (i kosztownego) sprzętu. Na początek pokonał 3-1 Sławomira Pasternaka, aby następnie przegrać po zaciętym meczu z wyżej notowanym Grzegorzem Gwizdakiem (2-3). Na lewej stronie drabinki turniejowej Hubert łatwo rozprawił się z Mariuszem Śledzianowskim (3-0), aby także do zera ograć w ćwierćfinale Piotra Pasierba. W półfinale trafił na wspomnianego Mirka Dąbrowskiego. Lekko z nim nie miał, ale partię nr 5 rozstrzygnął na swoja korzyść.

Sebastian w tej edycji często meldował się w czołówce, ale jakoś nie umiał wygrać. W dziewiątym turnieju pokazał jednak świetną dyspozycję, uniknął poważniejszych błędów i szedł przez zawody jak burza. W żadnym meczu nie stracił dwóch partii. Pokonał na dzień dobry Janusza Stawarza (3-0), a następnie Mirosława Dąbrowskiego (3-1).

- Mecz z Mirkiem był szybki i wydaje mi się, że stał na wysokim poziomie z obu stron – mówi bohater wieczoru. – Na początek skończyłem dwie partie z kija, potem to samo zrobił Mirek. W piątej partii obaj popełniliśmy po jednym błędzie i za chwilę było po meczu.

W ćwierćfinale „Seba” ponownie ograł Janusza Stawarza (3-1), a w półfinale nie oddał żadnej partii Janowi Cyrulowi.

W finale Sebastian nie wystraszył się karbonowego kija Huberta. Przy użyciu klasycznego sprzętu pokonał przeciwnika bez większych problemów (3-1).

- Widzę, jakie zalety ma ten karbon, ale od lat używam miękkiego kija, nie gram zawodowo, więc nie przewiduję wydawania niemałych przecież pieniędzy na nowy sprzęt – podsumował Sebastian.

 Tylko przez kilka sekund, ale za to bardzo ciekawie było w Jackpocie. Los wskazał na Jakuba Mierzwie. Ten użył konkretnej siły przy rozbiciu i na chwile wszyscy zgromadzeni wkoło stołu wstrzymali oddech. Powodem był fakt, że bila nr 9 obrała kierunek na środkową łuzę. Ostatecznie zatrzymała się kilka centymetrów przed celem i bank  z pieniędzmi nie został rozbity.

W następny poniedziałek turniej nr 10, ostatni z eliminacyjnych. Potem (ale już po Wielkanocy) zawody Masters. Zapraszamy!