„Seba” wygrał po raz drugi z rzędu. Sensacyjny Darek

Drukuj

57262928 2288617294509772 1301657317283987456 oSebastian Krupa nie osiadł na lurach po ubiegłotygodniowym zwycięstwie w dziewiątym turnieju „Nie lubię poniedziałków – oczko”. W zawodach nr 10 poszedł za ciosem i znów okazał się najlepszy. W finale pokonał Roberta Peckę.

- Nie wiem czy w każdym meczu dobrze grałem, ale wiem, że w całym turnieju dobrze mi się grało – powiedział „Seba”, który najtrudniejszy pojedynek stoczył w pierwszej rundzie. Zmierzył się w niej z Robertem Pecką, więc łatwo nie mogło być. Panowie rozegrali maksymalne pięć partii. Ostatnia padła łupem Sebastiana.

Później miał raczej łatwiej; Bartosza Drążka ograł 3:1, a w ćwierćfinale w takim stosunku wygrał z Mirosławem Dąbrowski. – Wynik jest trochę mylący, bo przy dwa do jednego niewiele brakowało, żeby Mirek wygrał i musielibyśmy grać piątą partię – przyznał bohater wieczoru, który w półfinale trafił na niespodziewanego rywala. Okazał się nim Dariusz Bigdoń. To zawodnik, który zawsze gra widowiskowy, bezkompromisowy bilard, który jednak niekoniecznie prowadzi go do wysokich lokat w turniejach. Tym razem „Daro” potrafił jednak połączyć siłę z precyzją i znalazł się w czołowej czwórce. Sebastian zachował się profesjonalnie, „czarnego konia” nie zlekceważył i wygrał 3:1.

Robert po wspomnianej przegranej na otwarcie zawodów wylądował oczywiście na lewej stronie drabinki. Tam szybko poradził sobie ze Sławomirem Pasternakiem (3:0), by następnie stoczyć zacięty bój z Grzegorzem Gwizdakiem (3:2). Po powrocie na prawą stronę trafił w ćwierćfinale na Janusza Stawarza i ponownie nie stracił żadnej partii. W półfinale tak lekko nie było. Hubert Baran przy pomocy swojej karbonowej szczytówki miał wielką ochotę, aby druga raz rzędu zameldować się w finale. Było blisko, ale ostatecznie „dziadek” wygrał 3:2.

Finał przesadnych emocji nie dostarczył. „Seba” pokonał Roberta 3:1. – W pierwszej partii po pomyłce Roberta skończyłem układ, w drugiej podobnie jakoś poszło – skromnie podsumował Sebastian.

Jeśli chodzi o Jackpota, było trochę podobnie, jak tydzień temu, gdy o wielką wygraną starał się Jakub Mierzwa. Tym razem los wskazała na Grześka Gwizdaka i po rozbiciu, podobnie jak tydzień temu, dziewiątka obrała kurs na łuzę. Ostatecznie do niej nie dotarła, żadna inna bila też, więc kontynuacji gry nie było.

Teraz święta, przerwa w zabawie, a potem zawody Masters, które zwieńczą tę edycję. – Nie ustaliłem jeszcze dokładnego terminu, ale turniej odbędzie się w drugiej połowie maja – powiedział Janusz Stawarz, szef Ósemki.